You are hereAutor / Powieści / Apokalipsa według Pana Jana / Moje trzy grosze o "Apokalipsie..."

Moje trzy grosze o "Apokalipsie..."

strict warning: Declaration of views_plugin_style_default::options() should be compatible with views_object::options() in /www/modules/views/plugins/views_plugin_style_default.inc on line 24.

By Robert J. Szmidt - Posted on 12 grudzień 2009

 

   Na początku było opowiadanie napisane z myślą o antologii o magicznym Wrocławiu. Wydałem je w drugim numerze „Science Fiction”, kiedy było już wiadome, że projekt ten upadł, a zamiast niego powstało pismo, które istnieje do dzisiaj. Po publikacji dostałem sporo listów od czytelników, że świnia jestem, zabiłem bohatera, a historia mogłaby się tak fajnie rozwinąć. Pomyślałem, czemu nie. Zwłaszcza że miałem pomysł na przedstawienie tej samej historii, ale w nieco przewrotny sposób. Brakowało mi już tylko jednego elementu, który podpowiedział mi nie kto inny, jak... bingo.
   Jadąc samochodem do Niemiec, rozmawiałem z Andrzejem przez komórkę, jak zwykle o życiu i tekstach. Zeszło też na leżącą odłogiem „Apokalipsę...”. Powiedziałem, że nie potrafię znaleźć spoiwa, elementu, dzięki któremu mieszkańcy ruin mogliby wybaczyć „czystym” żołnierzom. Przecież byli karmieni nienawiścią do nich przez kilka lat. No i padło jedno słowo. Jedno, ale jakże konkretne. Odkupienie. I wszystko było jasne.
   Zaliczyłem wizytę w Dortmundzie w ekspresowym tempie i dokończyłem powieść. Z jednym tylko zgrzytem, kiedy uświadomiłem sobie, że Andrzej w „Autobahn nach Poznań” przesądził całą przyszłość mojego świata, stawiając pomnik Pana Jana na centralnym placu Wrocławia. Kilka rozdziałów poszło do kubła, z Poznania zrobiłem miasto portowe – wyszukując ciekawą i co najważniejsze prawdziwą teorię geologiczną, o której dowiedziałem się, czytając opracowania o mitycznym biblijnym potopie. Z perspektywy czasu myślę, że był to bardzo udany zabieg, podobnie jak oddanie hołdu kolegom z fandomu przez umieszczenie ich nazwisk w książce. Dawna śmietanka poznańskiej „Orbity” przewodziła Wielkopolsce, moi koledzy z Wrocławia służyli pod Panem Janem. Co do samego Pana Jana, podobno była taka sieć sklepów w mieście, choć w życiu żadnego na oczy nie widziałem. Podobno też znajomi mówili tak na Jana Olszewskiego, ale tego z kolei nigdy nie słyszałem. Oba te tropy są jak najbardziej fałszywe. Akurat tej postaci na nikim konkretnym nie wzorowałem. Jeśli przypomina wam kogoś, jest to podobieństwo absolutnie przypadkowe. Potrzebna mi była konkretna kombinacja cech, więc ją stworzyłem od podstaw. Chyba w recenzji na Merlinie ktoś napisał, że w końcu zdetronizowano Wallenroda. I o to właśnie mi chodziło.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Subskrybuj

Subskrybuje zawartość

Polecam

obrazek
obrazek
obrazek

Galeria