You are herePola dawno zapomnianych bitew

Pola dawno zapomnianych bitew


By Robert J. Szmidt - Posted on 29 listopad 2009

   Jak zapewne zauważyliście, ostatnia zakładka na samej górze po prawej, ta najszersza, została zatytułowana „Pola dawno zapomnianych bitew”. Jeśli ktoś ma dobrą pamięć, bez trudu sobie przypomni, że to tytuł noweli, którą opublikowałem w trzecim numerze „Science Fiction, Fantasy i Horror“, przed niemal pięciu laty. Do niedawna był to samodzielny tekst, z dość otwartym zakończeniem, nad którym chciałem jeszcze popracować, zamykając tę opowieść w bardziej zdecydowany sposób po dopisaniu drugiej części albo rozwinięciu już istniejącej noweli w pełnowymiarową powieść. Plan ten niestety spalił na panewce, przynajmniej na razie, ale na jego gruzach powstał zupełnie nowy zamysł. W ciągu ostatnich trzech lat przetłumaczyłem dziesięć książek należących do podgatunku militarnej space opery, lubię tę tematykę, podoba mi się nowe podejście do tematu obecne dzisiaj na Zachodzie, postanowiłem więc stworzyć własny cykl opowieści utrzymanych w podobnych klimatach, wykorzystując do tego celu świat, a w zasadzie jego zarysy wymyślone na potrzeby „Pól...”.
   Cykl „Pola dawno zapomnianych bitew” będzie liczył co najmniej trzy tomy – tyle mam już zaplanowanych, opracowanych, a nawet częściowo napisanych. Czy powstaną kolejne? Jeśli pomysł chwyci, na pewno łatwo z niego nie zrezygnuję. Zanim jednak zasiądziecie do lektury, pozwólcie, że przedstawię pokrótce świat, który tworzę, i zarysuję akcję przygotowywanych książek.
   Jest rok 2245, licząc według naszego kalendarza, i 197 od rozpoczęcia eksploracji kosmosu wykraczającej poza granice Układu Słonecznego. Ludzkość skolonizowała ponad tysiąc siedemset planet w tysiąc pięciuset sześćdziesięciu systemach, chociaż tylko kilkadziesiąt z nich posiada atmosfery tlenowe i przypomina rozmiarami Ziemię. Obszar ludzkiej dominacji, zwany Sferą, rozciąga się na przestrzeni niemal tysiąca dwustu lat świetlnych. Sondy zbudowane przez człowieka dotarły już do trzystu tysięcy gwiazd, nadal jednak nie trafiono na jakiekolwiek ślady obcej cywilizacji. Imperium rozrasta się powoli, ale systematycznie do momentu, w którym część kolonii nie wypowie posłuszeństwa rządom centralnym, buntując się przeciw rosnącemu wyzyskowi. Wybucha wojna domowa, która dziesiątkuje ludność kolonii. Obie strony nie przebierają w środkach, dążąc do unicestwienia przeciwnika (o wydarzeniach z tego okresu mówi już opowiadanie „Kuźnia” SFFH 47/2009).
   Siedem lat konfliktu nie doprowadza jednak do zdecydowanego rozstrzygnięcia. Obie wykrwawione do granic możliwości strony, nie widząc sensu w dalszym prowadzeniu wojny, podpisują rozejm, na mocy którego kolonie zewnętrzne otrzymują częściową niezależność, głównie ekonomiczną, lecz nadal pozostają podporządkowane władzom systemów centralnych, czytaj Ziemi. Monolityczne mocarstwo (jego historia od czasów dzisiejszych po inwazję Mallahów pojawi się wkrótce na stronie internetowej) z czasem zamienia się w nieco luźniejszą Federację. Zaczyna się odbudowa i liczenie strat. Z dwudziestu sześciu miliardów ludzi, zamieszkujących Galaktykę w momencie wybuchu wojny, podpisania pokoju dożyło niespełna trzynaście. Trzysta dwadzieścia planet, w tym dwadzieścia dwie tlenowe zamieniło się w gigantyczne cmentarzyska. Dalszych pięćset, głównie niewielkich kolonii górniczych, zostaje całkowicie porzuconych przez zdziesiątkowanych mieszkańców. Na wiele z nich ludzie wrócą dopiero po kilku dziesięcioleciach.
   W roku 294 Ery Przestrzeni (2342) Federacja rozpoczyna ponowny podbój ramienia Galaktyki. Mało kto pamięta już o wojnie domowej, choć jej skutki nadal są odczuwalne. Oczyszczono i odzyskano już niemal dziewięćdziesiąt procent znanej przestrzeni, lecz wiele zamieszkanych ongiś systemów wciąż czeka na usunięcie wrakowisk pozostałych po kosmicznych bitwach. W czasie jednej z takich akcji w roku 303 (2351) załoga Nomada trafia na niezwykłe znalezisko. W odległej części systemu Valeria 3a13 znajduje zniszczony okręt należący do obcej cywilizacji. Wszystko wskazuje na to, że bitwa, w której został zniszczony, rozegrała się wiele tysięcy lat wcześniej.
   Ludzie dostają się na jego pokład i odnajdują istotę przypominającą z wyglądu anioła (te wydarzenia opisane zostały w noweli „Pola dawno zapomnianych bitew”).
   Nie zdradzę na razie, jak zakończyło się to spotkanie, albowiem będzie to część opowieści, która dopiero powstanie, ale tak wygląda zarys drugiej osi cyklu, która będzie dotyczyła konfliktu z Mallahami, jak zwie się rasa o wiele starszych i bardziej od nas zaawansowanych technologicznie aniołopodobnych stworzeń, dla których ludzie do tej pory byli tym, czym dla nas są homary – jednym z największych i najekskluzywniejszych przysmaków.
   Ten drugi konflikt będzie motywem przewodnim cyklu, aczkolwiek pojawi się na pewno sporo odniesień do wojny domowej, takich jak na przykład pamiętniki Doniego w „Kuźni”. Nie będzie wiodącego bohatera, choć poszczególne postacie będą wracały na kartach kolejnych utworów. Jeśli mnie znacie, wiecie, że nie wszyscy dotrwają do szczęśliwego finału. Każdy tekst będzie też odrobinę inny, chciałbym, aby historie w nich opowiadane łączyły wątki kilku gatunków. Za jedno mogę jednak ręczyć: wszystkie tomy będą stanowiły zamknięte całości, żeby nie było potrzeby wielokrotnego czytania tych samych historii, aby wciągnąć się w wir przedstawianych wydarzeń.

   Tom pierwszy - Trudno nie być bogiem (tytuł roboczy)
   Rzecz dzieje się mniej więcej równolegle do wydarzeń opisanych w „Polach dawno zapomnianych bitew”. Skazany na dożywocie kapitan Henryan Drwęski otrzymuje dziwną propozycję. Dowództwo sektora proponuje mu ułaskawienie z kopalni w zamian za wykonanie bliżej niesprecyzowanego zadania. Henryan chwyta okazję i trafia na gigantyczną stację orbitalną, na której dowiaduje się o tym, że ludzkość odkryła zamieszkaną planetę. Co ciekawe, nie przez jedną rozumną rasę, ale aż dwie. Obie są jednak dość prymitywne, przynajmniej z ludzkiego punktu widzenia. Gurdowie osiągnęli poziom rozwoju osiemnastowiecznego człowieka, a Wojownicy Kości, Suhurowie, są kimś w rodzaju współczesnych aborygenów. Ich prymitywna kultura przegrywa starcie z o wiele liczniejszymi i bardziej zaawansowanymi technicznie rywalami. Lada moment mogą całkowicie wyginąć. Prawdę powiedziawszy, już by wyginęli, gdyby nie seria interwencji ze strony żołnierzy chroniących zespoły naukowe obserwujące konflikt z ukrycia i badające obie cywilizacje. Wojskowi, zafascynowani kulturą Suhurów – w mniemaniu wielu ludzi są kimś w rodzaju idealnych, choć niezwykle prymitywnych żołnierzy – organizują się i coraz częściej sabotują działania rady naukowej, która ma jasno postawiony cel: obserwujemy i nie mieszamy się do wydarzeń. A te zaczynają biec na powierzchni Mordoru coraz szybciej. Do ostatniej bitwy obu ras pozostały już tylko tygodnie.
   Henryan, wybitny specjalista od systemów komunikacji, otrzymuje zadanie zneutralizowania spiskowców. Jako skazaniec na warunkowym zwolnieniu musi być bezwzględnie posłuszny dowódcy, którego celem jest uniemożliwienie spiskowcom dokonania ostatniego sabotażu, ale bez nadmiernego rozgłosu. Z drugiej strony ma na karku służbę bezpieczeństwa, która chętnie upiekłaby dwie pieczenie przy jednym ogniu, ujawniając spisek i kompromitując dowództwo sektora oraz samych „bogów”, którzy usiłują przeciągnąć Drwęskiego na swoją stronę, przedstawiając kolejne warstwy intrygi...

   Tom drugi – Nadzieja umiera ostatnia (tytuł roboczy)
   Kilka miesięcy po wydarzeniach opisywanych w poprzednim tomie dochodzi do pierwszych starć pomiędzy ludźmi i Mallahami. Potężne floty uderzają na najdalej wysunięte sektory Sfery, unicestwiając wszystko na swojej drodze. Po Federacji krążą legendy o pogromach mieszkańców podbijanych systemów traktowanych przez skrzydlatych najeźdźców jak rzeźne zwierzęta. Admiralicja wie, że to nie wymysły przerażonych ludzi. Wydaje więc rozkaz ewakuacji wielu najbardziej narażonych systemów, których flota nie byłaby w stanie bronić.
   Jeden z zespołów ewakuacyjnych trafia na Raj, dziewiczą planetę tlenową należącą do jednej z największych korporacji zajmujących się pozyskiwaniem rzadkich pierwiastków. Tamtejsza kolonia liczy niemal ćwierć miliona ludzi, górników i ich rodzin, ale głównym zadaniem pułkownika Melleta będzie nie ewakuacja wszystkich, tylko osłona ostatniego transportu niezwykle cennego urobku. Rozkazy są jasne, ocalenie czterdziestu procent tej populacji będzie uznane za sukces, ale nikt też nie zgani pułkownika, jeśli nie wykona tego zadania, skupiając się na bezpiecznym wywiezieniu kilkunastu milionów ton niezwykle cennej rudy.
   Żołnierze zespołu wysłanego na Raj niewiele mają do powiedzenia w tej pierwszej sprawie. Komputerowe numery ewakuacyjne przydzielone każdemu mieszkańcowi kolonii nie mogą być zmienione w żaden sposób. Mellet wie jednak, co czeka tych, którzy pozostaną, a tym razem nie chodzi o pozostawienie na pastwę losu garstki zdesperowanych ludzi, ale skazanie na okrutną śmierć ponad stu tysięcy kolonistów. To jego czternasta misja ewakuacyjna, jednakże nigdy wcześniej nie trafił na tak zaludnioną kolonię. Jego priorytetem zawsze byli ludzie.
   Do pojawienia się Mallahów pozostało tylko kilka dni...
   Te dwa tomy są już w dość zaawansowanym stadium pisania, trzeci - opisujący pierwsze wielkie starcie ludzi z liczącą wiele tysięcy jednostek flotą inwazyjną - na razie nie wyszedł poza szkic scenariusza.

 

Subskrybuj

Subskrybuje zawartość

Polecam

obrazek
obrazek
obrazek

Galeria