You are hereBlogi / Robert J. Szmidt's blog / Nieostatni lot Nocnego Kowboja

Nieostatni lot Nocnego Kowboja

strict warning: Declaration of views_plugin_style_default::options() should be compatible with views_object::options() in /www/modules/views/plugins/views_plugin_style_default.inc on line 24.

By Robert J. Szmidt - Posted on 12 wrzesień 2010

   To jest polecanka, pierwsza z cyklu. Od lat namawiałem recenzentów publikujących na łamach „Science Fiction”, a potem „SFFH”, żeby pisali o książkach godnych polecenia, bo  jaki jest sens w tworzeniu sążnistych artykułów o tandecie, skoro wystarczy jedno zdanie by ją zgnoić? Także na moim blogu mam zamiar trzymać się tej zasady. Znajdziecie tu recenzje albo omówienia dzieł – przede wszystkim książek, ale też filmów czy gier komputerowych – po które moim zdaniem warto sięgnąć. Bez podziękowań dla wydawców za podarowanie darmowego egzemplarza. Zatem do dzieła...

   Prozą Roberta M. Wegnera zachwyciłem się od pierwszego przeczytania, co nie zdarza się często komuś, kto pracuje w zawodzie redaktora. Teraz, po kilku latach od pierwszego kontaktu z opowiadaniami tego autora, nadal mam takie samo dobre zdanie o jego twórczości i dlatego jestem dumny z tego, ze zadebiutował u mnie, na łamach „Science Fiction”.
   Teksty wychodzące spod jego pióra są wszystkie bez wyjątku bardzo sprawnie napisane. Robert M. Wegner już stawiając pierwsze kroki jako pisarz, umiał posługiwać się językiem ojczystym w sposób, jakiego mogliby mu pozazdrościć starsi koledzy o znacznie większym dorobku. Co ważne, od tamtej pory nie spoczywa na laurach i nadal ciężko pracuje nad każdym opowiadaniem, każdym akapitem, każdym zdaniem. Jego teksty – przeważnie dłuższe opowiadania, jeśli nie nowele – mają przemyślaną, zwartą, sprawnie poprowadzoną fabułę z zawsze mocnym, intrygującym, zachęcającym do lektury otwierającym fragmentem. Panuje w nich błogosławiona równowaga między narracją i dialogami, istotne informacje podawane są wtedy kiedy trzeba i w takich jak trzeba dawkach, nie brakuje też szczypty eleganckiego humoru. Dzięki naprawdę godnej podziwu wyobraźni autora czytelnicy przenoszą się do stworzonego przezeń świata, z miejsca łykając jego topografię i obowiązujące na nim reguły, w czym nie przeszkadzają nawet bardzo trudne do wymówienia nazwy własne. Szczególne brawa należą się Wegnerowi za konsekwencję w opisach przedstawianego świata, trzymanie się ustalonych przez siebie zasad, także tych dotyczących niełatwego formowania imion bohaterów. Choć nawet w formie książkowej autor oferuje na razie zbiory opowiadań, jego wizja świata jest nadzwyczaj spójna, a postacie sprawiają wrażenie istot z krwi i kości, w dodatku składających się nie tylko z wapnia, flaków i płynów fizjologicznych, ale również z duszy. Albowiem Robert M. Wegner pisze nie tylko fantasy, on pisze prawdziwą literaturę. Bez względu na poruszaną tematykę i gatunek, nie trafiłem jeszcze na jego słaby tekst. Jako autor sprawnie prowadzi akcję, na której skupią się mniej wymagający czytelnicy zaznając nie lada satysfakcji, a przy tym równocześnie i zda się zupełnie bez wysiłku snuje drugą opowieść pod powierzchnią pierwszej – i do tej drugiej mają dostęp osoby bardziej wyrobione literacko, szukające w czytanych tekstach czegoś więcej niż ciąg szybko po sobie następujących wydarzeń. Owe opowieści Wegnera często kończą się morałem, aczkolwiek nienachalnie podanym, zazwyczaj jednym niedługim zdaniem, które wszak w wymowie nie ustępuje mocą wstępowi.
   Twórczość Roberta M. Wegnera to dowód z ostatnich lat na to, że literatura fantastyczna, w tym fantasy jest nadal niezwykle nośna i nie ustępuje niczym literaturze głównonurtowej, gdyż porusza te same, co ta ostatnia, ludzkie sprawy: więzów rodzinnych, lojalności, miłości, męstwa, honoru i granic poświęcenia. W jednym i drugim nurcie zdarzają się teksty świetne i kiepskie, porywające i nudne, mądre i głupie. Te napisane dotychczas przez Roberta M. Wegnera są świetne, nierzadko porywające i zawsze mądre. Jeśli jeszcze nie mieliście w ręku jego „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” sięgnijcie po nie. Naprawdę warto. A ty Robercie nie spoczywaj na laurach, prawdziwa kariera dopiero przed Tobą.
 

Subskrybuj

Subskrybuje zawartość

Polecam

obrazek
obrazek
obrazek

Galeria