You are hereBlogi / Robert J. Szmidt's blog / Żyć i umrzeć w Harranie

Żyć i umrzeć w Harranie

strict warning: Declaration of views_plugin_style_default::options() should be compatible with views_object::options() in /www/modules/views/plugins/views_plugin_style_default.inc on line 24.

By Robert J. Szmidt - Posted on 31 marzec 2015

   Nazywam się Robert Jerzy Szmidt, w dzień stukam zawzięcie w klawiaturę, nocami zaś porzucam uwierający mnie kostium gryzipiórka i staję się bezwzględnym łowcą zombie. Nie mnie oceniać, czy jestem w tym dobry – choć kilka razy (gdy miałem więcej czasu), udało mi się osiągnąć szczyty światowych rankingów i wejść do pierwszych dziesiątek graczy: np. w Dead Nation – ale na pewno mam prawo ocenić pracę tych, którzy dostarczają mi mięcha do porąbania i rozrywki.
Dying Light to nie pierwsza moja przygoda z apokalipsą zombie wykreowaną we wrocławskim Techlandzie.  Podczas pisania Szczurów Wrocławia (rok 1963, Zombie kontra ZOMO, gdzież by indziej jak nie we… Wrocławiu) wieczory spędzałem na upalnych plażach Banoi, odpoczywając po pracy i świetnie się bawiąc przy wiosłowaniu (na pewno wiecie, o czym mowa). Złożywszy książkę w wydawnictwie, zasiadłem do nowej konsoli i nowej gry znakomitego polskiego studia i dlatego teraz muszę, po prostu muszę napisać o tej ostatniej kilka słów.
Dead Island dostarczyło mi dobrej rozrywki, na tyle dobrej, że sięgnąłem po platynę. Po Dying Light oczekiwałem podniesienia poprzeczki i nie zawiodłem się. Dostałem dokładnie to, czego chciałem. Wszystko jest lepsze: grafika (to akurat zasługa sprzętu nowej generacji), sterowanie (naprawdę intuicyjne), zadania (o wiele bardziej zróżnicowane niż w DI) oraz - co chyba najistotniejsze - sama fabuła.
Pozwólcie, że skupię się na tym ostatnim elemencie. Po pierwsze dlatego, że odkrywanie historii epidemii w Harranie było dla mnie bardzo ciekawym przeżyciem – mogłem porównać pomysły kolegów z Techlandu (tu anegdota: jeden z nich ginie na kartach mojej książki) z zastosowanymi przeze mnie rozwiązaniami. Po drugie uwielbiam dobre historie o zombie, a ta jest jedną z lepszych, gdy idzie o gry.
Zacznijmy od najważniejszego, czyli od kreacji zombie. W DL mamy do czynienia z niezwykle ciekawym zabiegiem polegającym na pokazaniu dwóch bardzo odmiennych światów – w dzień po mieście krążą zarażeni ludzie i hordy niezbyt ruchawych nieumarłych, ale nocą… Wierzcie mi, lepiej zaszyć się wtedy w jednej z kryjówek (zwłaszcza na początku rozgrywki, ponieważ każda śmierć to utrata wielu punktów potrzebnych do rozwijania postaci). Po zmierzchu bowiem w Harranie grasują znacznie potężniejsze i groźniejsze bestie, zwane przemieńcami. Są niezwykle czujne i ruchliwe, wspinają się na najwyższe budynki i skały, więc ucieczka przed nimi jest niemal niemożliwa, choć bohater sterowany waszymi palcami także ma nieliche zdolności, których nie powstydziłby się niejeden mistrz parkouru.
Przyznam, że to rozwiązanie bardzo mi się spodobało, chociaż jest zupełnie inne od tego, które sam zastosowałem na kartach Szczurów Wrocławia, gdzie zombie są niezdarni jak w klasycznych filmach George’a Romero czy w TWD, ale przy tym… nieśmiertelni. W Harranie można zabić przeciwnika ulepszoną przez siebie maczetą, we Wrocławiu rozczłonkowany zombie będzie próbował cię dopaść bez względu na to, jak bardzo go poszatkujesz. Strzał w głowę? Dajcie spokój. Przemieńcom też trzeba czasem wpakować cały magazynek w czerep, a i to nie zawsze wystarczy. Tak się robi dzisiaj zombie! DL, pewnie dlatego, że jego twórcy poszli inną drogą, dostarczył mi ogromu emocji. Zwłaszcza na początku rozgrywki, gdy bohater był słaby i nie miał zbyt wielkich szans w nocnych pojedynkach.
Reasumując – Dying Light to naprawdę jedna z najlepszych gier w tym gatunku, bijąca na głowę poprzednie dokonania Techlandu. Spędzę przy niej jeszcze sporo wieczorów – wciąż czeka mnie wcielenie się w zombie i polowanie na was… o ile tylko czas pozwoli, bo właśnie się rozpoczyna akcja promocyjna Szczurów Wrocławia, a to jedna z moich najważniejszych książek i kto wie, czy nie początek czegoś większego.
Moja subiektywna ocena 9,5/10.

Subskrybuj

Subskrybuje zawartość

Polecam

obrazek
obrazek
obrazek

Galeria